poniedziałek, 10 sierpnia 2015

#1 Harry

*kursywa-wspomnienie


Tęsknie za nim. Tak cholernie za nim tęsknie. Nie mam się niczemu dziwić, sama tego chciałam. Prawda jest taka, że nigdy nie będę szczęśliwa bez niego i oboje to wiemy. Codziennie robiąc zwykłe czynności zastanawiam się jak on by to zrobił albo jak by skomentował pogodę. Prawdopodobnie nigdy już się tego nie dowiem. Odeszłam, ale moje uczucie do niego nigdy nie odejdzie. Przyznam, życie z nim było nie lada wyzwaniem ale to on dawał mi tą jedną rzecz, której nikt nie jest w stanie zastąpić; szczęście. Pomimo tego, że wracał w nocy pijany i tak mu to wybaczałam. Ale tamta noc nie dała mi wyboru. 

Godzina 23:46. Nie ma go. Czekam z nadzieją, że zaraz ujrzę go w drzwiach, trzeźwego, uśmiechniętego, takiego jak kiedyś. Nadzieja umiera ostatnia, razem z tą nadzieją umieram ja. 
Minęło więcej niż pół godziny, kiedy drzwi z hukiem otworzyły się. On-pomyślałam. Chwiał się na nogach, czuć było od niego alkohol i papierosy. Podszedł bliżej a ja spojrzałam mu w oczy. Nie mogłam z nich nic wyczytać. Biło od nich chłodem. Nie były już to piękne, szmaragdowe tęczówki, które hipnotyzowały mnie na odległość 2 metrów. Teraz były czarne, ale błyszczały tak samo. 
-Nie przywitasz się ze mną? -bełkotał. Nie odpowiedziałam, wstałam z fotela i pobiegłam na górę wchodząc do naszej sypialni. Nie wiem już czy to nadal NASZA sypialnia. Położyłam się na skraju łóżka, przykryłam kołdrą a pojedyncze łzy zaczęły spływać po moich policzkach. Po chwili usłyszałam ciężkie kroki. Nagle poczułam strach. 
-[T.I]? -spytał ostro łapiąc za kołdrę i zrzucając ją na podłogę. Zaczęłam jeszcze bardziej się go bać. -Dlaczego nie odpowiadasz jak do ciebie mówię?! -krzyknął łapiąc mnie za ramie. Podniosłam się z łóżka ale nadal milczałam. Stał po drugiej stronie łóżka. Oddychał głośno. Nagle podszedł do mnie blisko a ja nie wiedziałam czego mam się spodziewać. Brutalnie wpija mi się w usta a ja próbuje odepchnąć go od siebie. Niestety, jego ramiona były zbyt silne bym mogła się z nich wyswobodzić. 
-Harry... -szepnęłam błagalnie. 
-Nie podoba ci się? -spytał nie przestając całować moją szyje. 
-Zostaw mnie! -wydusiłam czując palące łzy na moich policzkach. Przestał, odsuwając się dwa kroki w tył. 
-Masz kogoś innego?! -ryknął a ja podskoczyłam. 
-Nie! dobrze wiesz, że nie! Kocham tylko ciebie! -również krzyknęłam. Taka była prawda. 
-Więc chodź ze mną do łóżka -oznajmił ponownie zbliżając się do mnie niezdarnie. 
-Nie, jesteś pijany... -powiedziałam i od razu ugryzłam się w język. Uniósł brwi do góry. 
-Jakoś ci to nie przeszkadzało, kiedy to ty byłaś zachlana w trzy dupy i chciałaś się pieprzyć! -krzyknął mi prosto w twarz po czym uderzył mnie w policzek. Nic nie powiedziałam. Wyminęłam go i głośno szlochając zaczęłam pakować wszystkie moje ubrania do walizki. 
-Nie masz się gdzie podziać, daj spokój -mówił kiedy wstałam z ziemi i spojrzałam na niego. Teraz się go już nie bałam. 
-Nigdy ci tego nie wybaczę! Mężczyzna, który uderzył kobietę to śmieć! Wszystko ci wybaczałam, ale to co zrobiłeś jest niewybaczalne. Przekroczyłeś granicę i zapamiętaj sobie to. Straciłeś mnie już na zawsze.  -wyrzucałam słowa z prędkością światła. Odwróciłam się napięcie łapiąc rączkę walizki i wyszłam. Zatrzymałam się w hotelu ale nie zmrużyłam nawet oka. Ciągle czułam jego dłoń na moim policzku. 

Kiedy za każdym razem sobie to przypomnę gula w moim gardle rośnie. Uderzył mnie, ale nadal go kochałam. Zranił mnie nie raz, ale uczucie którym go darzyłam i nadal darzę było silniejsze niż to co powiedział. Wielokrotnie czekałam na telefon od niego, nigdy to się jednak nie stało. 
2 lata. 24 miesiące. 730 dni. 17520 godzin. 1051200 minut. Tyle minęło od tej pamiętnej nocy. 
Postanowiłam przejść się po mieście by poukładać myśli. Szłam ulicami Londynu nie zważając na to czy kogoś potrącam, czy nie. W pewnym momencie zderzyłam się z kimś a ten ktoś wylał na mnie swoją kawę. 
-O mój boże! -krzyknęłam, gdyż była gorąca. 
-Tak mi przykro! Zapłacę pani za pralnie -rzucił mężczyzna. Spojrzałam w górę i zobaczyłam jego. 
-[T.I]? -szepnął nie dowierzając. 
-Harry... -mrugnęłam kilkukrotnie myśląc, że to sen. 
-Kochanie, tęskniłem... -rzucił przytulając mnie. Jego ciepłe ciało, w którym czułam się najbezpieczniej w świecie. Nic nie odpowiedziałam.
-Tak bardzo cię przepraszam.. nie wiem co ja sobie wtedy myślałem! Jestem największym dupkiem na planecie -przytulił mnie jeszcze mocniej. 
-Tak, to prawda.. -odpowiedziałam zaciągając się jego zapachem. 
-Każda komórka mojego ciała tęskniła za tobą, za twoim głosem, dotykiem, zapachem, uśmiechem. Moje życie przestało być dla mnie ważne. To ty sprawiłaś, że chciałem wstać rano i wiedziałem, że to będzie udany dzień, bo byłaś obok mnie. Kiedy odeszłaś.. poczułem się bezwartościowy całe życie odpłynęło z mojego ciała, wiele razy chciałem zadzwonić ale pomyślałem wtedy, że znalazłaś sobie kogoś.. -urwał. Wykorzystałam moment i wpiłam się w jego usta, które smakowały tak samo. 
Wiem, że przyrzekałam sobie wiele razy,że mu tego nie wybaczę ale oboje dużo wycierpieliśmy i oboje wiedzieliśmy, że nie możemy bez siebie żyć. Odwzajemnił pocałunek a ja już nawet nie zwracałam uwagi na to, że cała moja bluza jest w kawie. 
-Obiecaj mi, że nigdy już tego nie zrobisz.. -wyszeptałam szlochając. 
-Obiecuje, kochanie.. Kocham Cię -wyznał. 
-Kocham Cię, Harry -przytuliłam go czując się szczęśliwa. 
Nareszcie. 


~jeśli przeczytałeś/aś - skomentuj~
______________________________________________________________________________
Pierwszy imagin za nami, mam nadzieje, że przypadł wam do gustu. 
lots of love 
Lisa. x



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon by S1K