sobota, 5 września 2015

#4 Harry

Wszystko ok? H.”
„Przyjedź do mnie.”


Nie minęło 15 minut a on już stał pod moimi drzwiami. Był najlepszym przyjacielem, jakiego mogłam sobie tylko wymarzyć. 

-Ponawiam pytanie, wszystko ok? -pyta siadając na pufie. 

-Tak, potrzebuje czyjejś bliskości, to wszystko.. -odparłam stawiając gorącą czekoladę na stoliku przed nami. 

-Oto jestem -uśmiechnął się a moje serce zabiło mocniej. 

-Bardzo to doceniam -rzuciłam a on mnie przytulił. Stado motyli w moim brzuchu obudziło się. 

-[T.I]... -zaczął a na jego twarzy zobaczyłam niepokój. 

-Tak? -spytałam ostrożnie. 

-Muszę wyjechać -oznajmił a moje serce pękło na tysiąc kawałeczków. 

-Co? Dlaczego? -ponownie spytałam, powstrzymując łzy. -Gdzie? Na ile? -wpatrywałam się w niego intensywnie. 

-Do Francji, nie wiem kiedy wrócę; za tydzień, miesiąc, rok, kilka lat.. naprawdę nie wiem -oznajmił a ja wybuchłam jeszcze głośniejszym płaczem. Od razu mnie przytulił do swojej piersi i uspokajał. 

-Spokojnie, skarbie.. -delikatnie gładził moje plecy. -Jest jeszcze coś co musisz wiedzieć.. -dodał a ja odsunęłam twarz od jego torsu i spojrzałam mu w oczy. Nic nie powiedział tylko delikatnie musnął moje usta. Odwzajemniłam pocałunek wtapiając palce w jego miękkie loki a on ujął dłońmi moją twarz. Odsunęliśmy się od siebie dopiero gdy zabrakło nam tchu. Spojrzał mi w oczy i szepnął prawie niesłyszalnie „Kocham cię”. Łzy spływały mi ciurkiem po policzkach, wypuścił mnie z ramion i wyszedł zostawiając mnie w totalnej rozsypce. 

*kilka lat później*

-Co zamawiasz [T.I]? -spytała przyjaciółka.
-To co zwykle -odparłam bez emocji, przyłapując się na myśleniu o nim. 

Pomimo tego, że minęło dużo czasu cały czas łudzę się, że zadzwoni, napisze. Niestety, ślad po nim zaginął. Przez te lata ani razu nie napisał. Widocznie zapomniał o mnie.
-Ciągle o nim myślisz?
Z myśli wyrwała mnie Nancy. Ciszę potraktowała jako potwierdzenie.
-[T.I], minęło tyle lat.. on nie wróci, może nie żyje, albo ma rodzinę.. W końcu on ma już 24 lata a ty musisz sobie kogoś znaleźć.
Zarządziła dziewczyna.
-Umów się z tym brunetem z twojej uczelni, albo chociaż z tym kelnerem, niezły jest.
Wskazała dyskretnie palcem na blondyna za ladą, który polerował szklanki.
Problem w tym, że każda próba nawiązania bliższego kontaktu z jakimś chłopakiem kończyła się tym, że widziałam tam Harry'ego i nie potrafiłam sobie z tym poradzić więc po prostu mówiłam, że niestety nic z tego nie będzie. Niektórzy zabiegali jeszcze kilkukrotnie ale na marne.
-Hej [T.I], czy tamten chłopak nie przypomina ci tego twojego Hardina?
Szepnęła blondynka.
-Harry'ego.
Poprawiłam ją i skierowałam wzrok na sylwetkę mężczyzny, który właśnie wychodził z restauracji. Do złudzenia był podobny do szatyna. Nagle światełko nadziei zaświeciło w mojej głowie. Moje serce przyspieszyło.
-Nancy, muszę na chwilę wyjść
Rzuciłam łapiąc torbę.
-A co z naszym lunchem?
Spytała odrywając wzrok od ekranu swojego telefonu.
-Zadzwonię.
Odparłam, wychodząc.
Wzrokiem szukałam brązowej czupryny mężczyzny, która mogła należeć do mojego Harry'ego. Przepychałam się przez przechodniów, nie zwracając uwagi czy ich potrącam. Nagle zgubiłam go. Bez namysłu krzyknęłam 'Harry!' ale nikt nie obdarzył mnie swoim leniwym wzrokiem. Jeszcze raz krzyknęłam, tym razem głośniej. Nagle mignęły mi te same brązowe włosy. Przedzierałam się przez ludzi aż stanęłam za nim. Bez namysłu przytuliłam się do mężczyzny od tyłu a ten zaskoczony odwrócił się twarzą do mnie. Patrzył na mnie jak na wariatkę.
-Przepraszam?
Spytał gdy nie puszczałam go dłuższą chwilę. Podniosłam wzrok a on patrzył na mnie spod swoich ciemnych okularów.
-My się znamy?
Dodał. Zaraz, co on powiedział? Czy się znamy? Odsunęłam się od niego a on podniósł okulary. Dopiero gdy ujrzałam jego oczy, byłam pewna, że to Harry.
-Nie poznajesz mnie?
Szepnęłam a łzy zleciały po moich policzkach. Spuściłam głowę i ukryłam twarz w dłoniach.
-Przepraszam, wszystko ok?
Ponownie spytał.
-Nic nie jest ok! Nie poznajesz mnie! Harry, ty mnie nie poznajesz!
Krzyczałam wymachując absurdalnie rękami. Kiedy się opamiętałam szepnęłam ciche 'Żegnaj' i szlochając zaczęłam odchodzić. Nagle poczułam długie, dobrze mi znane palce na moim nadgarstku.
-Przepraszam?
Szepnął mi do ucha. Odwróciłam się a on uśmiechnął się ukazując równie dobrze znane mi dołeczki.
-Skarbie, od razu cię poznałem.
Oznajmił przytulając mnie mocno a ja poczułam się tak bezpiecznie.
-To dlaczego tak się zachowywałeś?!
Zapytałam z wyrzutem.
-Na początku nie byłem pewny, czy to aby na pewno ty.. nie wiedziałem, że możesz być jeszcze piękniejsza niż kiedyś.
Rzucił puszczając mi oczko.
-Daruj sobie.
Rzuciłam ze złością. Oderwałam się od niego i zaczęłam się oddalać. Słyszałam, że idzie za mną.
-Nie łaź za mną.
Powiedziałam a on złapał mnie w talii podnosząc do góry, tym samym przywierając swoimi miękkimi wargami do moich. Uchyliłam lekko usta ze zdziwienia a on wykorzystał okazję i wpił się jeszcze bardziej. Zaśmiałam się pomiędzy pocałunkami a on oparł nasze czoła o siebie.
-[T.I].. wyjdź za mnie.
Szepnął delikatnie muskając moje wargi.
-Co?
Spytałam nie dowierzając.
-To co słyszałaś. Zostań moją żoną. Nie chce cię kolejny raz stracić..
Patrzył na mnie z kamienną miną.
-Pragnę ci przypomnieć, że to ty mnie zostawiłeś.
Uśmiechnęłam się blado, przypominając sobie przepłakane noce.
-Wiem, kochanie. Kiedy miałem tę świadomość, że nie zobaczę cię następnego dnia, moje serce pękało na tysiąc kawałków. Gdy cię dziś zobaczyłem, poczułem, że tu jest moje miejsce. Proszę, [T.I] wyjdź za mnie.
Wyznał a ja ujęłam jego twarz w dłoniach i zatopiłam swoje usta w jego.

*Rok później*

-Harry, zawieziesz nad dziś do lekarza? 
Spytałam mojego męża przegrzebując szafę w poszukiwaniu czarnych leginsów. Niestety, już się nie mieszczę w moje ulubione jeansy. 
-Jak zawsze, skarbie. 
Wstał podchodząc do mnie od tyłu, delikatnie przytulając i gładząc mój brzuch, w którym była nasza mała North. 
-O 14 musimy tam być. 
Rzuciłam odwracając się do niego i delikatnie całując jego ciepłe usta. 
Jestem w 8 miesiącu ciąży i za niecały miesiąc mam termin porodu. Harry bardzo się stresuje i codziennie mi powtarza, że będzie przy mnie i nie zemdleje jak inni mężczyźni podczas porodu swoich partnerek. Jestem taka szczęśliwa mając go przy sobie, jest wspaniałym mężem i z pewnością będzie cudownym ojcem. Gdybym wtedy za nim nie poszła, prawdopodobnie nigdy byśmy się już nie spotkali.


 „When you really desire love - she will wait for you”

~jeśli przeczytałeś/aś - skomentuj~

Szablon by S1K