sobota, 5 września 2015

#4 Harry

Wszystko ok? H.”
„Przyjedź do mnie.”


Nie minęło 15 minut a on już stał pod moimi drzwiami. Był najlepszym przyjacielem, jakiego mogłam sobie tylko wymarzyć. 

-Ponawiam pytanie, wszystko ok? -pyta siadając na pufie. 

-Tak, potrzebuje czyjejś bliskości, to wszystko.. -odparłam stawiając gorącą czekoladę na stoliku przed nami. 

-Oto jestem -uśmiechnął się a moje serce zabiło mocniej. 

-Bardzo to doceniam -rzuciłam a on mnie przytulił. Stado motyli w moim brzuchu obudziło się. 

-[T.I]... -zaczął a na jego twarzy zobaczyłam niepokój. 

-Tak? -spytałam ostrożnie. 

-Muszę wyjechać -oznajmił a moje serce pękło na tysiąc kawałeczków. 

-Co? Dlaczego? -ponownie spytałam, powstrzymując łzy. -Gdzie? Na ile? -wpatrywałam się w niego intensywnie. 

-Do Francji, nie wiem kiedy wrócę; za tydzień, miesiąc, rok, kilka lat.. naprawdę nie wiem -oznajmił a ja wybuchłam jeszcze głośniejszym płaczem. Od razu mnie przytulił do swojej piersi i uspokajał. 

-Spokojnie, skarbie.. -delikatnie gładził moje plecy. -Jest jeszcze coś co musisz wiedzieć.. -dodał a ja odsunęłam twarz od jego torsu i spojrzałam mu w oczy. Nic nie powiedział tylko delikatnie musnął moje usta. Odwzajemniłam pocałunek wtapiając palce w jego miękkie loki a on ujął dłońmi moją twarz. Odsunęliśmy się od siebie dopiero gdy zabrakło nam tchu. Spojrzał mi w oczy i szepnął prawie niesłyszalnie „Kocham cię”. Łzy spływały mi ciurkiem po policzkach, wypuścił mnie z ramion i wyszedł zostawiając mnie w totalnej rozsypce. 

*kilka lat później*

-Co zamawiasz [T.I]? -spytała przyjaciółka.
-To co zwykle -odparłam bez emocji, przyłapując się na myśleniu o nim. 

Pomimo tego, że minęło dużo czasu cały czas łudzę się, że zadzwoni, napisze. Niestety, ślad po nim zaginął. Przez te lata ani razu nie napisał. Widocznie zapomniał o mnie.
-Ciągle o nim myślisz?
Z myśli wyrwała mnie Nancy. Ciszę potraktowała jako potwierdzenie.
-[T.I], minęło tyle lat.. on nie wróci, może nie żyje, albo ma rodzinę.. W końcu on ma już 24 lata a ty musisz sobie kogoś znaleźć.
Zarządziła dziewczyna.
-Umów się z tym brunetem z twojej uczelni, albo chociaż z tym kelnerem, niezły jest.
Wskazała dyskretnie palcem na blondyna za ladą, który polerował szklanki.
Problem w tym, że każda próba nawiązania bliższego kontaktu z jakimś chłopakiem kończyła się tym, że widziałam tam Harry'ego i nie potrafiłam sobie z tym poradzić więc po prostu mówiłam, że niestety nic z tego nie będzie. Niektórzy zabiegali jeszcze kilkukrotnie ale na marne.
-Hej [T.I], czy tamten chłopak nie przypomina ci tego twojego Hardina?
Szepnęła blondynka.
-Harry'ego.
Poprawiłam ją i skierowałam wzrok na sylwetkę mężczyzny, który właśnie wychodził z restauracji. Do złudzenia był podobny do szatyna. Nagle światełko nadziei zaświeciło w mojej głowie. Moje serce przyspieszyło.
-Nancy, muszę na chwilę wyjść
Rzuciłam łapiąc torbę.
-A co z naszym lunchem?
Spytała odrywając wzrok od ekranu swojego telefonu.
-Zadzwonię.
Odparłam, wychodząc.
Wzrokiem szukałam brązowej czupryny mężczyzny, która mogła należeć do mojego Harry'ego. Przepychałam się przez przechodniów, nie zwracając uwagi czy ich potrącam. Nagle zgubiłam go. Bez namysłu krzyknęłam 'Harry!' ale nikt nie obdarzył mnie swoim leniwym wzrokiem. Jeszcze raz krzyknęłam, tym razem głośniej. Nagle mignęły mi te same brązowe włosy. Przedzierałam się przez ludzi aż stanęłam za nim. Bez namysłu przytuliłam się do mężczyzny od tyłu a ten zaskoczony odwrócił się twarzą do mnie. Patrzył na mnie jak na wariatkę.
-Przepraszam?
Spytał gdy nie puszczałam go dłuższą chwilę. Podniosłam wzrok a on patrzył na mnie spod swoich ciemnych okularów.
-My się znamy?
Dodał. Zaraz, co on powiedział? Czy się znamy? Odsunęłam się od niego a on podniósł okulary. Dopiero gdy ujrzałam jego oczy, byłam pewna, że to Harry.
-Nie poznajesz mnie?
Szepnęłam a łzy zleciały po moich policzkach. Spuściłam głowę i ukryłam twarz w dłoniach.
-Przepraszam, wszystko ok?
Ponownie spytał.
-Nic nie jest ok! Nie poznajesz mnie! Harry, ty mnie nie poznajesz!
Krzyczałam wymachując absurdalnie rękami. Kiedy się opamiętałam szepnęłam ciche 'Żegnaj' i szlochając zaczęłam odchodzić. Nagle poczułam długie, dobrze mi znane palce na moim nadgarstku.
-Przepraszam?
Szepnął mi do ucha. Odwróciłam się a on uśmiechnął się ukazując równie dobrze znane mi dołeczki.
-Skarbie, od razu cię poznałem.
Oznajmił przytulając mnie mocno a ja poczułam się tak bezpiecznie.
-To dlaczego tak się zachowywałeś?!
Zapytałam z wyrzutem.
-Na początku nie byłem pewny, czy to aby na pewno ty.. nie wiedziałem, że możesz być jeszcze piękniejsza niż kiedyś.
Rzucił puszczając mi oczko.
-Daruj sobie.
Rzuciłam ze złością. Oderwałam się od niego i zaczęłam się oddalać. Słyszałam, że idzie za mną.
-Nie łaź za mną.
Powiedziałam a on złapał mnie w talii podnosząc do góry, tym samym przywierając swoimi miękkimi wargami do moich. Uchyliłam lekko usta ze zdziwienia a on wykorzystał okazję i wpił się jeszcze bardziej. Zaśmiałam się pomiędzy pocałunkami a on oparł nasze czoła o siebie.
-[T.I].. wyjdź za mnie.
Szepnął delikatnie muskając moje wargi.
-Co?
Spytałam nie dowierzając.
-To co słyszałaś. Zostań moją żoną. Nie chce cię kolejny raz stracić..
Patrzył na mnie z kamienną miną.
-Pragnę ci przypomnieć, że to ty mnie zostawiłeś.
Uśmiechnęłam się blado, przypominając sobie przepłakane noce.
-Wiem, kochanie. Kiedy miałem tę świadomość, że nie zobaczę cię następnego dnia, moje serce pękało na tysiąc kawałków. Gdy cię dziś zobaczyłem, poczułem, że tu jest moje miejsce. Proszę, [T.I] wyjdź za mnie.
Wyznał a ja ujęłam jego twarz w dłoniach i zatopiłam swoje usta w jego.

*Rok później*

-Harry, zawieziesz nad dziś do lekarza? 
Spytałam mojego męża przegrzebując szafę w poszukiwaniu czarnych leginsów. Niestety, już się nie mieszczę w moje ulubione jeansy. 
-Jak zawsze, skarbie. 
Wstał podchodząc do mnie od tyłu, delikatnie przytulając i gładząc mój brzuch, w którym była nasza mała North. 
-O 14 musimy tam być. 
Rzuciłam odwracając się do niego i delikatnie całując jego ciepłe usta. 
Jestem w 8 miesiącu ciąży i za niecały miesiąc mam termin porodu. Harry bardzo się stresuje i codziennie mi powtarza, że będzie przy mnie i nie zemdleje jak inni mężczyźni podczas porodu swoich partnerek. Jestem taka szczęśliwa mając go przy sobie, jest wspaniałym mężem i z pewnością będzie cudownym ojcem. Gdybym wtedy za nim nie poszła, prawdopodobnie nigdy byśmy się już nie spotkali.


 „When you really desire love - she will wait for you”

~jeśli przeczytałeś/aś - skomentuj~

wtorek, 18 sierpnia 2015

#3 Liam


Był wrzesień, spojrzałam w górę, a kilka kropel spadło na moją twarz. Szybko schowałam się w domu. Zrobiłam sobie herbatę i skuliłam na kanapie, czytając książkę o bezwarunkowej miłości.
Drzwi lekko się uchyliły a w nich stanął on. Przemoczony, zdenerwowany. Co prawda przeszedł niespełna 100 metrów od samochodu.
-[T.I]!
Krzyknął a ja wzdrygnęłam się upuszczając książkę na miękki dywan. Zerwałam się szybko z kanapy i podeszłam do niego.
-Przynieś mi jakieś suche ubrania, nie widzisz, że jestem zmoknięty?!
Uniósł głos, zrzucając z siebie kurtkę. Zdjął buty i rzucił nimi o ścianę, co zostawiło lekkie zabrudzenia. Pobiegłam na górę, i wyciągnęłam parę szarych dresów i t-shirt. Podałam mu go a on szybko się przebrał.
-Zrób mi coś do jedzenia, byle szybko.
Warknął rozsiadając się na kanapie, włączając telewizor. Wyjęłam z zamrażalnika pizzę, upiekłam i postawiłam na stole.
-Jest na stole.
Szepnęłam i szybko pobiegłam do sypialni. Położyłam się, wyjmując telefon z kieszeni.

„Przyjedź po mnie.”


Wystukałam na ekranie, i pospiesznie wysłałam SMS do Liama.

Po niespełna minucie otrzymałam odpowiedź.

„Zaraz jestem. L.”

Zamknęłam drzwi i wyjęłam walizkę z garderoby. Wrzucałam ubrania i buty nie zważając na nic.
Cicho otworzyłam drzwi, zniosłam walizkę po schodach i zerknęłam czy jest w salonie. Nigdzie go nie było, więc pomyślałam, że może gdzieś wyszedł. Zmierzyłam do korytarzu i usłyszałam jego głos. Serce niemal mi stanęło.
-Wyjeżdżasz gdzieś?
Spytał a ja się odwróciłam. Siedział przy wysokim, szklanym stoliku pijąc whisky.
-Odchodzę.
Oznajmiłam chłodno, ale z lekkim strachem.
-Dokąd? Do niego!?
Znacznie podniósł głos.
-Już dawno powinnam to zrobić.
Odrzekłam zakładając beżowe szpilki, które stały w korytarzu.
-I gdzie będziecie mieszkać? Nie utrzyma cię z tej jego marnej pensyjki dziennikarza.
Wymachiwał absurdalnie rękami popijając alkohol. Nic nie odpowiedziałam. Złapałam rączkę walizki i ruszyłam do drzwi.
-Samochód i to co masz w walizce, należy do mnie. Ja za to zapłaciłem, nie masz nic.
Zatrzymałam się w pół kroku.
-Jeśli wyjdziesz, to tak jak tu weszłaś po raz pierwszy. BEZ NICZEGO.
Nacisnął na ostatnie słowa. Spojrzałam na niego, i zaczęłam się cofać. Ostatecznie chwyciłam klamkę i wyszłam. Zaczęłam biec do bramy, gdy ujrzałam samochód Liama. Szybko wsiadłam i odetchnęłam z ulgą. Szatyn nic nie powiedział, tylko ruszył prosto do jego mieszkania. Kiedy znaleźliśmy się w przedpokoju, po raz pierwszy się odezwałam.
-Chciał mnie zatrzymać ubraniami i samochodem.
Szepnęłam zdejmując płaszcz i buty. Zmierzyłam do salonu i usiadłam na dużym, jasnym fotelu.
-Chyba mnie nie poznał przez te 6 lat..
Dodałam patrząc jak chłopak podąża w moją stronę. Miał kamienną minę. 
-Li..Liam? 
Szepnęłam a on złapał mnie w talii i podtrzymał za pupę. Oplotłam nogami jego biodra a on musnął moje usta. Złapałam go za szyję pogłębiając pocałunek. Kilka minut potem leżeliśmy na miękkim materacu w jego sypialni. Wpatrywaliśmy się sobie w oczy i co jakiś czas uśmiechaliśmy.
Wyciągnęłam dłoń i palcem znaczyłam nieznane mi kształty na jego nagim torsie.
-Wezmę kąpiel.
Oznajmiłam wstając.
-Nie mam nawet szczoteczki...
Dodałam łapiąc koszulkę Liama z ziemi. Weszłam do łazienki i zrzuciłam z siebie ubrania, wchodząc pod prysznic. Ciepła woda rozluźniła spięte mięśnie. Złapałam żel, który pachniał nim. Po umyciu, owinęłam się szlafrokiem i spostrzegłam, że nie mam nawet świeżej bielizny. Weszłam do garderoby i przechodząc zauważyłam, że nie ma chłopaka w pokoju. Zignorowałam to i podeszłam do jednej z szafek. Zaczęłam grzebać i wyciągnęłam najobciślejsze bokserki Calvina Kleina. Założyłam jego podkoszulkę i zeszłam po schodach na dół. Nikogo nie było a na białym stole leżała kartka.

„Niedługo będę, czuj się jak u siebie. L.”

Odłożyłam papier i podążyłam do kuchni by się czegoś napić. Gdy wyciągałam szklankę z szafki przez okno zauważyłam Liama z jakimiś mężczyznami. Przyglądałam się gdy nagle weszli do domu.
-Jestem!
Krzyknął chłopak a za nim słyszałam inne głosy. Wyjrzałam zza progu a Liam podążył do mnie.
-Chodź, przedstawię cię komuś.
Szepnął szatyn i złapał mnie za rękę. Wszyscy automatycznie wstali i zmierzyli mnie od góry do dołu. Uśmiechnęłam się blado, i w tym samym momencie spostrzegłam, że nie mam nic na sobie oprócz koszulki Liama i jego bokserek. 
-Li, czy to nie ta koszulka, którą dostałeś od mojej mamy na urodziny? -spytał jeden z nich.
-Ach tak, [T.I] w mojej szafie powinny być błękitne dresy mojej mamy. Załóż je i wróć. 
Rzucił Liam, a ja szybko pobiegłam na górę. Znalazłam spodnie i zeszłam na dół. 
Wszyscy gadali i się śmiali.
-Więc Liam, przedstaw nam koleżankę.
Oznajmił chłopak z burzą loków na głowie. 
-[T.I], to jest Louis, Harry, Niall i Zayn..
Wymieniał wskazując na każdego z osobna. Objął mnie w talii i przyciągnął do swojego boku.
-Chłopcy, to jest [T.I], moja dziewczyna.
Dodał a ja podałam każdemu dłoń. 
-Miło mi.
Dodałam.
-Nam również, Liam masz coś do jedzenia? Umieram z głodu..
Jęknął blondyn, Niall.. o ile się nie mylę.
-Jadłeś przed wyjściem, Niall..
Odparł mulat. Zayn. 
-Ale to było godzinę temu!
Krzyknął Niall a ja parsknęłam. 
-Może macie ochotę na żeberka w miodzie? To może trochę potrwać ale chętnie je zrobię. 
Uśmiechnęłam się nieśmiało i spojrzałam na Liama.
-Tak!!
Wykrzyknął Niall, a ja się uśmiechnęłam szeroko.
-W takim razie, zaraz wracam.
Rzuciłam wstając. Po drodze słyszałam jak jeden z nich szepcze do Payne'a coś w stylu Laska i jeszcze chce gotować dla wygłodniałych lwów? Skąd ty ją wytrzasnąłeś Daddy?! 
Zaśmiałam się pod nosem i zaczęłam przygotowywać danie.

**
Po niecałych 40 minut, postawiłam jedzenie na białym stole. Wszyscy rzucili się nawet nie czekając na mnie. Gdy przyszłam były ostatki. 
-To przez Nialla! 
Krzyknął jeden. 
-Nie, bo przez Lou! 
Krzyknął drugi. 
-Okej! Kto pojedzie ze mną do sklepu? Chyba, że mam jechać sama? 
Spytałam przekrzykując ich. 
-Ja mogę! 
Odparł Harry. 
-Okej, poczekaj.. założę jeansy. 
Oznajmiłam wspinając się po schodach. Założyłam moje stare jeansy i zeszłam. 
-Ja prowadzę. 
Oznajmił szatyn a ja przytaknęłam. Droga do Morrisonsa* była krótka i praktycznie nic nie mówiliśmy. Kiedy zaparkowaliśmy przed sklepem Harry wysiadł by otworzyć mi drzwi. Wysiadłam i skierowaliśmy się do wejścia. Złapałam koszyk i pierwsze co przyszło mi na myśl to owoce. 
-Weźmy banany i pomarańcze
Rzuciłam. 
-Oo i może arbuza, jest pyszny! 
Dodałam. Harry stał obok i się uśmiechał. 
-Co cię tak bawi? 
Spytałam spoglądając na niego. 
-Zazdroszczę Liam'owi, że ma taką piękną [T.I] tylko dla siebie.. Gdybyś była moja, nie wypuściłbym cię na minutę. 
Odparł a moje policzki oblał wielki rumieniec.
-Nie masz się czego wstydzić. Ale twoje rumieńce są naprawdę urocze.
Dodał uśmiechając się czarująco.
-Harry, możemy być przyjaciółmi.
Dodałam nieśmiało.
Przez resztę zakupów nic się nie odzywał tylko wrzucał różne produkty do koszyka. Z resztą ja też.
Gdy odchodziliśmy od kasy, złapał za wózek i ruszył z nim przede mną.
Gniewa się? Ale o co? Przecież nic nie zrobiłam.
Pomyślałam. Kiedy wsiedliśmy do samochodu, włączył cicho radio i znowu nic nie mówił.
-Harry?
Odezwałam się w końcu, ta cisza była bardzo niezręczna.
-Mhm?
Mruknął mocniej zaciskając kierownice.
-Nie gniewaj się na mnie..
Szepnęłam, choć wcale nie chciałam.
-Nie gniewam, przecież nic nie zrobiłaś.
Odparł patrząc uparcie na drogę.
-Więc dlaczego nic nie mówisz?
Spytałam spoglądając na niego.
-Nie mam takiej potrzeby, po co mam pieprzyć jak potłuczony o czymś co ani ciebie, ani mnie nie interesuje?
Spojrzał na mnie, a jego oczy były czarne. Nic się nie odezwałam. 15 minut potem byliśmy pod domem Liam'a. Wysiadłam a on już był pod drzwiami z zakupami.
-Jesteśmy.
Burknął a ja weszłam za nim.
-Nareszcie, myślałem, że coś się stało.
Przytulił mnie Liam a ja zawiesiłam ręce na jego szyi i zatopiłam wargi w jego. Wszystkiemu przyglądał się Harry. Oderwaliśmy się od siebie a on uciekał wzrokiem wszędzie byle nie na mnie.
-Może w coś zagramy?
Rzucił Louis. Wszyscy przytaknęliśmy i usiedliśmy w kółku a Niall ciągle chrupał chipsy.
-Niall, możesz trochę ciszej?
Odezwał się Zayn.
-Odwal się.
Zaśmiał się wpychając kolejne chrupki i jeszcze głośniej chrupiąc uśmiechnął się do niego.
-Okej, zagrajmy w prawdę czy wyzwanie.
Zaproponowałam a wszyscy ponownie przytaknęli.
-Ty zaczynasz, jako że jesteś jedyną kobietą w tym gronie.
Oznajmił Liam.
-Dobrze, czym się zajmujecie?
Zadałam pytanie do wszystkich.
-Ja pracuję jako mechanik, Zayn jest DJ'em na imprezach, Harry w piekarni, Niall szuka no a Liam to pewnie wiesz.
Opowiedział Louis.
-Okej, teraz któryś z was.
Odparłam uśmiechając się lekko.
-Zacznijmy, czy wybierasz pytanie czy wyzwanie?
-Pytanie.
Oznajmiłam nieśmiało.
-Ilu miałaś chłopaków przed Daddy'm?
Spytał Zayn.
-Hm.... Ja..
Zawachałam się.
-Jestem mężatką. Mam męża, to znaczy miałam.
Odparłam a Harry zbladł. Reszta wyglądała na zwyczajnie zaskoczonych. W końcu miałam 25 lat, a to przecież nie dużo. Pewnie myśleli, że miałam jednego chłopaka w podstawówce i na tym moje amory się skończyły, bo nie wyglądam na taką, która ma powodzenie u facetów. 
-Okej, pytanie czy wyzwanie? 
Skierowałam się do Harry'ego. 
-Ja.. będę się zbierał. Wiecie, muszę jeszcze nakarmić królika.  
Odparł nerwowo, wstając i łapiąc za kurtkę wyszedł.  
-Hej.... przecież on nie ma królika.. 
Zauważył Niall. 
-Może się zakochał. 
Zaśmiał się Louis, ale mi nie było do śmiechu. 

                                         **
2 godziny później chłopcy również się rozeszli do domu, a w mojej głowie ciągle wirowały słowa Harry'ego.
-[T.I]..?
Z moim myśli wyrwał mnie Liam.
-Mhm?
Mruknęłam podchodząc do niego.
-Wolisz czerwone czy białe wino?
Spytał unosząc w górę dwie butelki.
-Czerwone.
Odparłam przytulając go delikatnie.
-Liam?
Spytałam unosząc głowę w górę.
-Tak skarbie?
Rzucił obejmując moją talię.
-Bo dziś..gdy byłam z Harry'm w sklepie, on... powiedział, że zazdrości tobie, że ma mnie i gdybym była jego ni...
Nagle mi wszedł w słowo.
-Nie kończ, [T.I]. Wiem, że to mój przyjaciel ale musisz wiedzieć, że jemu się podoba prawie każda kobieta.
Mówił.
-Chcesz powiedzieć, że jest kobieciarzem? Że zmienia dziewczyny jak rękawiczki? Wybacz Liam, ale nie wygląda mi na takiego. Myślę, że gdyby znalazł odpowiednią kobietę to pokochałby ją całym sercem i ją szanował.
Odparłam całkiem poważnie.
-Odpowiednią masz na myśli Ciebie?
Spytał a w jego oczach pojawiała się złość, smutek, znowu złość a na końcu strach.
-Sądzisz, że odeszłabym do Harry'ego po tym jak zostawiłam swojego męża? Nie zapomnij dla kogo od niego odeszłam.
Założyłam ręce na pierś i spojrzałam na niego znacząco.
-Kocham Cię.
Złapał mnie w talii i wyszeptał do ucha muskając je.
-Powtórz.
Uśmiechnęłam się szepcząc mu w usta.
-Kocham Cię, [T.I].
Powtórzył i musnął moje usta a ja wpiłam się w nie. Całowaliśmy się aż do braku tchu.


„Mów szep­tem, jeśli mówisz o miłości.” 

~jeśli przeczytałeś/aś - skomentuj~

*Morrisons - sieć sklepów w Wielkiej Brytanii ;)

#Nie przewiduję następnej części :) 


#2 Niall part 1

Wychodziłaś właśnie od dentysty, gdy wpadł na ciebie blondyn o nieziemsko niebieskich oczach.
-Och.. Przepraszam, nie zauważyłem cię.. -rzucił, gdy poprawiałam kurtkę. Skinęłam tylko głową, ponieważ nie mogłam mówić, znieczulenie jeszcze działało i nie czułam ust.
-Na pewno wszystko w porządku? -spytał przyglądając mi się. Znów skinęłam głową i gestykulowałam dłońmi próbując powiedzieć mu, że muszę iść.
-Przepraszam, że zapytam.. Jesteś głuchoniema? -patrzył mi prosto w oczy.
-O mój boże, nie! -krzyczałam w myślach. Szybko pokręciłam przecząco głową.
-W takim razie.. muszę iść, przepraszam jeszcze raz -rzucił szybko i odszedł. Westchnęłam zawiedziona. Cholerny stomatolog, cholerne znieczulenie, cholerne wszystko! Zrezygnowana wsiadłam do autobusu. Jadąc cały czas myślałam o tym chłopaku.

 Idąc do domu, zajrzałam do torby aby znaleźć klucze. Zauważyłam, że nie mam notesu. Sprawdzałam w nim czy mam coś jutro do zrobienia ważnego. Został na siedzeniu. Cholera! Wszystko nie tak!
Powoli znieczulenie zeszło z moich warg więc mogłam już mówić. Postanowiłam zadzwonić do Penelopie i pogadać, a raczej ponarzekać.
-No cześć... -mruknęłam popijając wino.
-Oj, [T.I].. co się stało? -spytała przyjaciółka.
-Kiedy wychodziłam od stomatologa wpadł na mnie pewien chłopak, a przez znieczulenie nie mogłam mówić, i wziął mnie za głuchoniemą! -podniosłam głos. -Jakby tego było mało, zostawiłam ten notes od ciebie w autobusie jak wracałam.. -westchnęłam a po drugiej stronie słuchawki usłyszałam jakiegoś mężczyznę.
-Och.. [T.I], bardzo ci współczuję.. -rzuciła smutnym głosem. -Ale wiesz, wpadnę jutro do ciebie, teraz muszę kończyć. Nie przejmuj się, kochana -cmoknęła przez telefon i się rozłączyła.
Resztę wieczoru spędziłam przy winie i jakiś komediach romantycznych, a w mojej głowie wirowały niebieskie jak ocean oczy.

 **
Promienie słońca wpadały przez okno prosto na moją twarz, budząc mnie. Uchyliłam powieki spoglądając na zegarek, który wskazywał 9:15. Gdy już stwierdziłam, że nie zasnę, wstałam i skierowałam się do łazienki. Spoglądając w lustro, aż podskoczyłam. Wory pod oczami, nie zmyty makijaż, włosy jak szopa. 
Okej, [T.I] to nie może tak wyglądać. Zsunęłam z siebie koszulkę i weszłam pod prysznic a ciepły strumień oblał moje ciało, rozluźniając je. Kokosowy żel było czuć w całej łazience. Umyłam włosy i wyszłam. Owinęłam się ręcznikiem i poszłam do garderoby. Ubrałam się w dres i zwykły biały t-shirt. Kiedy znowu znalazłam się w sypialni zaczął dzwonić mój telefon. Nie znałam tego numeru ale postanowiłam odebrać. 
-Słucham? 
-Cześć, hm.. znalazłem twój notes, numer był w środku, jeśli chcesz go odzyskać bądź dziś o 16 w Caffe Nero. 
I się rozłączył. Cóż, to było dziwne ale przyjdę. 

**
Dochodzi 16:00, trochę się denerwuję. Byłam już o 15:40 w tej kawiarni. O 16:00 do kawiarni wszedł ten sam blondyn, który wpadł na mnie wczoraj. Udałam, że go nie widzę i zaczęłam robić coś na telefonie. 
Zerknęłam na niego zza telefonu, szukał kogoś wzrokiem. Nagle podszedł do mnie. 
-Hej, wczoraj wpadłem na ciebie, pamiętasz? -Jak mogłabym zapomnieć ciebie i twoje piękne niebieskie oczy?! 
-Tak.. -odparłam. Wreszcie się odezwałam, bo jak się widzieliśmy ostatnim razem wziął mnie za głuchoniemą. 
-Jestem Niall -wyciągnął rękę. 
-[T.I] -odparłam odwzajemniając gest. 
-Czy ty.. wiesz, wczoraj jadąc autobusem na siedzeniu znalazłem notes i dziś dzwoniłem do tej dziewczyny, aby się tu pojawiła jeśli chce go odebrać -oznajmił pokazując mi dobrze mi znany, beżowy notes. 
-I wiesz, to zabawne ale ona też ma na imię [T.I]. -dodał uśmiechając się, a mi ugięłyby się nogi, gdybym stała. 
-Tak się składa, że to mój notes -uśmiechnęłam się lekko. 
-Och, w takim razie proszę, oddaję zgubę -oznajmił uśmiechając się ciepło. 
-Dzięki.. -szepnęłam. Siedzieliśmy parę minut w ciszy. 
-Boże, gdzie moje maniery! Napijesz się czegoś? -spytał nagle. 
-Chętnie, zieloną herbatę poproszę -odparłam.
-Zaraz wracam -rzucił i za pare minut był już z napojami.
-Oto i twoja herbata -oznajmił siadając.
-Dzięki -uśmiechnęłam się blado.
-Wiesz.. chciałbym cię przeprosić za tą głuchoniemą, muszę się ugryźć w język zanim coś palnę.
-Nie, w porządku, nie gniewam się -próbuję się skupić na tym co mówię, ale cholera.. to trudne przy nim. -Mogłeś tak pomyśleć, ale ja.. -urwałam ponieważ mój telefon zawibrował ale odrzuciłam połączenie widząc kto to.
-Nie odbierzesz? Naprawdę mi to nie przeszkadza -powiedział nagle.
-Nie, to nie grzeczne. -rzuciłam. -Poza tym nie mam ochoty rozmawiać z tym człowiekiem -dodałam rzucając mu nerwowy uśmiech.
-Coś się stało? -spytał po chwili. Nie odpowiadałam więc ponowił pytanie ale ponownie nie odpowiedziałam. Patrzyłam tylko przez szybę od podłogi aż do sufitu obserwując ludzi i samochody.
-Dobrze, masz może ochotę na kino ze mną? -spytał a ja się otrzęsłam spoglądając na niego. Patrzył na mnie intensywnie aż miałam ciarki. 
-Och.. chętnie -odrzekłam. Wstał więc uczyniłam to samo. Złapał mnie w talii i wyszliśmy. 
-Proszę -oznajmił otwierając drzwi od strony pasażera. Podał mi dłoń i pomógł wsiąść. 
-Dzięki -szepnęłam. Okrążył samochód i usiadł obok mnie przekręcając kluczyk w stacyjce. Tuż po tym ruszyliśmy. Przez pierwsze 3 minuty drogi żadne z nas nic nie powiedziało, leciała tylko cicho piosenka The Fray Never Say Never. Zaczęłam nucić ją pod nosem a on spoglądał co jakiś czas na mnie. 
-Też lubisz tę piosenkę? -spytał gdy oglądałam drzewa za szybą. 
-Taa, ale mam z nią wiele wspomnień -odpowiedziałam uśmiechając się blado a łza w oku cisnęła się na moje powieki ale zacisnęłam zęby. 
-Opowiesz mi o nich? To dobre wspomnienia? -dopytywał a gula w moim gardle rosła. 
-Mój chłopak... on.. uwielbiał tę piosenkę -szepnęłam drżąc. 
-Zostawił cię? -spytał patrząc na drogę. 
-Zginął w wypadku.. -mruknęłam a strumień łez zmoczył moje policzki.
-[T.I] nie płacz, rozumiem cie, może odpuśćmy sobie kino a chodźmy do mnie? napijemy się wina i porozmawiamy? -Rzeczywiście, teraz nie mam ochoty na jakieś filmy, kina.
-Dobrze.. -wyznałam ocierając łzy.
Zmieniliśmy kierunek i jechaliśmy na obrzeża Londynu. Nagle zatrzymaliśmy przy lesie. O jasna cholera, w co ja się wpakowałam? 
-A..a gdzie ty chcesz iść? -spytałam drżącym głosem. 
-Spokojnie, chce ci coś pokazać -rzekł wysiadając. Okrążył samochód i otworzył drzwi. Wysiadłam i poprawiłam bluzkę. Złapał mnie za dłoń i zaczął prowadzić w głąb lasu. Szłam tuż za nim ale nadal mnie trzymał.
-Zamknij oczy -rozkazał łagodnym głosem puszczając moją dłoń.
-Niall? -zaniepokoiłam się po kilku minutach. Za chwilę znalazł się przy mnie ujmując moją talię i prowadząc w przód. Jego ciepłe dłonie.. rozpływałam się pod nimi. Pomimo, że go nie znałam czułam się przy nim bezpiecznie. Nagle zatrzymaliśmy się.
-Już -szepnął mi do ucha a jego oddech odbił się o moją skórę a ciarki przeszły przez moje plecy. Otworzyłam oczy a moim oczom ukazała się zielona jak malowana trawa i mały staw.
-O mój Boże.. -szepnęłam tak, że tylko ja zdołałam to usłyszeć.
-Podoba Ci się? Niestety, nie mam żadnego koca, jedzenia.. to jest w stu procentach spontaniczny wypad -potarł kark ze zdenerwowania.
-Tu jest.. jak w bajce -nie mogłam powiedzieć słowa z wrażenia. Spojrzałam na niego i widziałam ulgę na jego twarzy. Złapałam go za dłoń i pociągnęłam prosto na trawę, która prawie raziła mnie w oczy. Wylądowałam na nim i zaczęliśmy się śmiać w głos. Kiedy miałam łzy w oczach a brzuch mnie tak bolał, że jeszcze chwila i bym zeszła spojrzałam na niego a on na mnie. Skanowaliśmy swoje twarze milimetr po milimetrze. Spojrzałam na jego usta i szybko sturlałam się obok niego.
-Co chciałaś zrobić? -spytał podpierając się na łokciu patrząc na mnie intensywnie.
-Co masz na myśli? -rzuciłam kładąc się na brzuchu opierając brodę na pięściach. 
-Nie ładnie odpowiadać pytaniem na pytanie -oznajmił puszczając mi oczko.
-Więc, jeśli chcesz odpowiedzi to musisz sprecyzować pytanie, ale odpowiadając nic nie chciałam zrobić -parsknęłam mrużąc oczy.
-Okej. -uśmiechnął się szeroko.
**
Po jakimś czasie zaczęliśmy się zbierać. W samochodzie włączyłam telefon. 26 nieodebranych połączeń od Penny. Kiedy byliśmy już w centrum ustaliliśmy z Niall'em, że pojedziemy do Nando's a potem odwiezie mnie do domu. 
 **
Kiedy usiedliśmy przy stoliku, chłopak poszedł nam coś zamówić a ja postanowiłam zadzwonić do Penelopie.
Rozmowa nie trwała długo, bo teraz "nie miała czasu". W tym samym czasie Niall przyszedł z napojami. Jeden postawił mi przed nosem.
-Dzięki.. -rzuciłam od razu łapiąc słomkę i przykładając ją do ust. Blondyn bacznie mnie obserwował. -Co się tak patrzysz? Mam coś na twarzy? -spytałam po chwili unosząc brew.
-Jesteś taka piękna... -rzekł uśmiechając się uroczo. Poczułam, że moje policzki wrą. -To nie powód do zawstydzenia, [T.I]. Naprawdę jesteś piękną dziewczyną -dodał a uśmiechnęłam się nieśmiało. Kiedy chciałam mu podziękować przyszła do nas kelnerka z tacą jedzenia. Zabraliśmy się do jedzenia i praktycznie w ogóle się nie odzywaliśmy tylko chwaliliśmy jedzenie, jak pyszne jest.

Kiedy skończyliśmy, tak jak obiecał Niall, odwiózł mnie do domu.
-Może wejdziesz? -spytałam kiedy zatrzymaliśmy przed moim domem.
-Chętnie -odrzekł uśmiechając się. Wysiedliśmy a ciepła dłoń chłopaka spoczęłam na mojej talii. Poczułam jak ciarki przemierzają od kręgosłupa w dół. Wyjęłam klucz zza doniczki i przekręciłam zamek i weszliśmy.
-Proszę, rozgość się, ja pójdę po coś do picia -rzuciłam zdejmując płaszcz i buty. Zniknęłam za ścianą i wyjęłam z lodówki sok pomarańczowy. Nalałam go do szklanek i podążyłam do salonu. Wychodząc zauważyłam Niall'a, stojącego przy wysokiej szafce, na której stały zdjęcia moje i Willa. Przymknęłam lekko oczy i postawiłam szklanki na ławie przed sofą. Wtedy chłopak odwrócił się i uśmiechnął ciepło. Odwzajemniłam gest i pokazałam, żeby usiadł koło mnie.
-Może zagramy w pytania? By lepiej się poznać -spytał wesoło.
-Okej -mruknęłam krzyżując nogi. -Ja zaczynam -dodałam. Kiwnął tylko głową.
-Więc.. masz dziewczynę? -wypaliłam i od razu uderzyłam się w twarz.
-Nie, nie mam. -odparł uśmiechając się słodko. Niall był tym typem mężczyzny, który nieustannie się uśmiechał. To naprawdę fajna cecha.
-Czym się zajmujesz? -spytał.
-Pracuję w kwiaciarni -odpowiedziałam. Uśmiechnął się.
-To raczej kwiatków masz dużo. -rzucił zabawnie.
-Tak, raczej tak. -zaśmiałam się.

The pain has its modesty, just like love.

~jeśli przeczytałeś/aś - skomentuj~

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

#1 Harry

*kursywa-wspomnienie


Tęsknie za nim. Tak cholernie za nim tęsknie. Nie mam się niczemu dziwić, sama tego chciałam. Prawda jest taka, że nigdy nie będę szczęśliwa bez niego i oboje to wiemy. Codziennie robiąc zwykłe czynności zastanawiam się jak on by to zrobił albo jak by skomentował pogodę. Prawdopodobnie nigdy już się tego nie dowiem. Odeszłam, ale moje uczucie do niego nigdy nie odejdzie. Przyznam, życie z nim było nie lada wyzwaniem ale to on dawał mi tą jedną rzecz, której nikt nie jest w stanie zastąpić; szczęście. Pomimo tego, że wracał w nocy pijany i tak mu to wybaczałam. Ale tamta noc nie dała mi wyboru. 

Godzina 23:46. Nie ma go. Czekam z nadzieją, że zaraz ujrzę go w drzwiach, trzeźwego, uśmiechniętego, takiego jak kiedyś. Nadzieja umiera ostatnia, razem z tą nadzieją umieram ja. 
Minęło więcej niż pół godziny, kiedy drzwi z hukiem otworzyły się. On-pomyślałam. Chwiał się na nogach, czuć było od niego alkohol i papierosy. Podszedł bliżej a ja spojrzałam mu w oczy. Nie mogłam z nich nic wyczytać. Biło od nich chłodem. Nie były już to piękne, szmaragdowe tęczówki, które hipnotyzowały mnie na odległość 2 metrów. Teraz były czarne, ale błyszczały tak samo. 
-Nie przywitasz się ze mną? -bełkotał. Nie odpowiedziałam, wstałam z fotela i pobiegłam na górę wchodząc do naszej sypialni. Nie wiem już czy to nadal NASZA sypialnia. Położyłam się na skraju łóżka, przykryłam kołdrą a pojedyncze łzy zaczęły spływać po moich policzkach. Po chwili usłyszałam ciężkie kroki. Nagle poczułam strach. 
-[T.I]? -spytał ostro łapiąc za kołdrę i zrzucając ją na podłogę. Zaczęłam jeszcze bardziej się go bać. -Dlaczego nie odpowiadasz jak do ciebie mówię?! -krzyknął łapiąc mnie za ramie. Podniosłam się z łóżka ale nadal milczałam. Stał po drugiej stronie łóżka. Oddychał głośno. Nagle podszedł do mnie blisko a ja nie wiedziałam czego mam się spodziewać. Brutalnie wpija mi się w usta a ja próbuje odepchnąć go od siebie. Niestety, jego ramiona były zbyt silne bym mogła się z nich wyswobodzić. 
-Harry... -szepnęłam błagalnie. 
-Nie podoba ci się? -spytał nie przestając całować moją szyje. 
-Zostaw mnie! -wydusiłam czując palące łzy na moich policzkach. Przestał, odsuwając się dwa kroki w tył. 
-Masz kogoś innego?! -ryknął a ja podskoczyłam. 
-Nie! dobrze wiesz, że nie! Kocham tylko ciebie! -również krzyknęłam. Taka była prawda. 
-Więc chodź ze mną do łóżka -oznajmił ponownie zbliżając się do mnie niezdarnie. 
-Nie, jesteś pijany... -powiedziałam i od razu ugryzłam się w język. Uniósł brwi do góry. 
-Jakoś ci to nie przeszkadzało, kiedy to ty byłaś zachlana w trzy dupy i chciałaś się pieprzyć! -krzyknął mi prosto w twarz po czym uderzył mnie w policzek. Nic nie powiedziałam. Wyminęłam go i głośno szlochając zaczęłam pakować wszystkie moje ubrania do walizki. 
-Nie masz się gdzie podziać, daj spokój -mówił kiedy wstałam z ziemi i spojrzałam na niego. Teraz się go już nie bałam. 
-Nigdy ci tego nie wybaczę! Mężczyzna, który uderzył kobietę to śmieć! Wszystko ci wybaczałam, ale to co zrobiłeś jest niewybaczalne. Przekroczyłeś granicę i zapamiętaj sobie to. Straciłeś mnie już na zawsze.  -wyrzucałam słowa z prędkością światła. Odwróciłam się napięcie łapiąc rączkę walizki i wyszłam. Zatrzymałam się w hotelu ale nie zmrużyłam nawet oka. Ciągle czułam jego dłoń na moim policzku. 

Kiedy za każdym razem sobie to przypomnę gula w moim gardle rośnie. Uderzył mnie, ale nadal go kochałam. Zranił mnie nie raz, ale uczucie którym go darzyłam i nadal darzę było silniejsze niż to co powiedział. Wielokrotnie czekałam na telefon od niego, nigdy to się jednak nie stało. 
2 lata. 24 miesiące. 730 dni. 17520 godzin. 1051200 minut. Tyle minęło od tej pamiętnej nocy. 
Postanowiłam przejść się po mieście by poukładać myśli. Szłam ulicami Londynu nie zważając na to czy kogoś potrącam, czy nie. W pewnym momencie zderzyłam się z kimś a ten ktoś wylał na mnie swoją kawę. 
-O mój boże! -krzyknęłam, gdyż była gorąca. 
-Tak mi przykro! Zapłacę pani za pralnie -rzucił mężczyzna. Spojrzałam w górę i zobaczyłam jego. 
-[T.I]? -szepnął nie dowierzając. 
-Harry... -mrugnęłam kilkukrotnie myśląc, że to sen. 
-Kochanie, tęskniłem... -rzucił przytulając mnie. Jego ciepłe ciało, w którym czułam się najbezpieczniej w świecie. Nic nie odpowiedziałam.
-Tak bardzo cię przepraszam.. nie wiem co ja sobie wtedy myślałem! Jestem największym dupkiem na planecie -przytulił mnie jeszcze mocniej. 
-Tak, to prawda.. -odpowiedziałam zaciągając się jego zapachem. 
-Każda komórka mojego ciała tęskniła za tobą, za twoim głosem, dotykiem, zapachem, uśmiechem. Moje życie przestało być dla mnie ważne. To ty sprawiłaś, że chciałem wstać rano i wiedziałem, że to będzie udany dzień, bo byłaś obok mnie. Kiedy odeszłaś.. poczułem się bezwartościowy całe życie odpłynęło z mojego ciała, wiele razy chciałem zadzwonić ale pomyślałem wtedy, że znalazłaś sobie kogoś.. -urwał. Wykorzystałam moment i wpiłam się w jego usta, które smakowały tak samo. 
Wiem, że przyrzekałam sobie wiele razy,że mu tego nie wybaczę ale oboje dużo wycierpieliśmy i oboje wiedzieliśmy, że nie możemy bez siebie żyć. Odwzajemnił pocałunek a ja już nawet nie zwracałam uwagi na to, że cała moja bluza jest w kawie. 
-Obiecaj mi, że nigdy już tego nie zrobisz.. -wyszeptałam szlochając. 
-Obiecuje, kochanie.. Kocham Cię -wyznał. 
-Kocham Cię, Harry -przytuliłam go czując się szczęśliwa. 
Nareszcie. 


~jeśli przeczytałeś/aś - skomentuj~
______________________________________________________________________________
Pierwszy imagin za nami, mam nadzieje, że przypadł wam do gustu. 
lots of love 
Lisa. x



sobota, 1 sierpnia 2015

Welcome everyone to completely new blog!

Właśnie znajdujesz się na blogu, na którym będą publikowane imaginy z członkami popularnego zespołu One Direction. Twórcami są dwie nastolatki, które całym sercem kochają tych młodych mężczyzn.
Alex i Lisa, bo tak nazywają siebie nawzajem, są Directionerkami jak i bloggerkami, prowadzą swoje opowiadania (link będzie w zakładkach). Zerknij na któryś imagin a może cię zainteresuje i zostaniesz z nimi na dłużej. Bardzo na to liczą, ponieważ dopiero zaczynają.



Szablon by S1K